|
| Tygodniowy newsletter przybliżający Europę z lokalnej perspektywy. W każdy piątek jeden temat omawiany przez pięć niezależnych redakcji. | | W TYM WYDANIU | §01 · W centrum uwagi — Inflacja dzieli Europę §02 · Lokalna perspektywa — Berlin, Ryga, Warszawa, Wiedeń i Zagrzeb §03 · Podcast — Wysłuchaj ostatniego odcinka i dołącz do rozmowy §04 · Z redakcji — Najnowsze doniesienia z sieci lensEU |
|
|
| §01 · W CENTRUM UWAGI | Inflacja dzieli Europę | Jeszcze przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie inflacja w strefie euro spadła poniżej 2 proc., a w całej Unii Europejskiej wynosiła nieco ponad 2,1 proc. Wszystko wskazywało na to, że po ponad czterech latach inflacja wreszcie zmierza do upragnionej stabilizacji. Choć tempo wzrostu cen wciąż wyraźnie różniło się między państwami członkowskimi, skala tych różnic nie utrudniała prowadzenia wspólnej polityki pieniężnej. | Taką ocenę przedstawił również prezes Chorwackiego Banku Narodowego Boris Vujčić podczas przesłuchania przed Parlamentem Europejskim – zaledwie trzy dni przed amerykańskimi atakami na Iran, które ponownie rozbudziły presję inflacyjną. Vujčić występował jako kandydat na stanowisko wiceprezesa Europejskiego Banku Centralnego. To właśnie różnice w poziomie inflacji między państwami członkowskimi oraz pytanie o sposób prowadzenia wspólnej polityki pieniężnej najbardziej interesowały europosłów z Komisji Gospodarczej i Monetarnej. | Posłowie chcieli wiedzieć, dlaczego w niektórych krajach inflacja przekracza dwukrotność średniej dla strefy euro i jest wielokrotnie wyższa niż w innych państwach. Innymi słowy – dlaczego pomidor wyhodowany w Hiszpanii może kosztować zupełnie inaczej w różnych częściach Unii Europejskiej, nawet jeśli obowiązuje tam taka sama stawka VAT, a produkt sprzedaje ta sama sieć supermarketów. | Vujčić, który wkrótce będzie współkształtował politykę pieniężną strefy euro, przekonywał, że inflacja różni się między państwami, ponieważ ich gospodarki znajdują się na różnych etapach cyklu koniunkturalnego. Szybszy wzrost PKB sprzyja wyższym dochodom, większej konsumpcji i inwestycjom, a w konsekwencji także wyższej inflacji. Wyższe tempo wzrostu cen występuje również tam, gdzie żywność i energia stanowią większą część koszyka konsumenckiego, ponieważ właśnie te kategorie w ostatnich latach drożały najbardziej. Dotyczy to przede wszystkim krajów o niższych dochodach, gdzie gospodarstwa domowe przeznaczają większą część swoich miesięcznych wydatków na podstawowe potrzeby, takie jak żywność i energia. | Vujčić przypomniał, że inflacja nigdy nie przebiegała jednakowo we wszystkich państwach członkowskich. Przyznał jednocześnie, że fala inflacji z ostatnich czterech lat doprowadziła do jednych z największych rozbieżności w historii strefy euro. Według danych Eurostatu za styczeń Francja notowała najniższą inflację – zaledwie 0,4 proc. – podczas gdy na Słowacji wynosiła ona 4,3 proc. Vujčić podkreślił jednak, że w 2022 roku różnice były jeszcze większe. W pewnym momencie inflacja w krajach strefy euro wahała się od 6 do nawet 25 proc., czyli rozpiętość sięgała niemal 20 punktów procentowych. Na tym tle czteropunktowa różnica odnotowana w styczniu – jego zdaniem – nie stanowi problemu dla prowadzenia wspólnej polityki pieniężnej. | To jednak, co nie stanowi problemu dla bankierów centralnych, może być poważnym wyzwaniem dla polityków. Fala inflacji uwidoczniła wyraźny podział między „starą” i „nową” Europą. Granica przebiega niemal dokładnie pomiędzy państwami, w których inflacja utrzymuje się powyżej średniej unijnej i strefy euro, a tymi, gdzie pozostaje poniżej niej. | Istnieją oczywiście obiektywne przyczyny tego zjawiska. Nowsze państwa członkowskie rozwijały się szybciej, a zarówno płace nominalne, jak i realne rosły tam znacznie dynamiczniej. W efekcie pracownicy często poprawiali swoją sytuację materialną mimo wyższej inflacji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy identyczny produkt kosztuje o 20, a nawet 50 proc. mniej w bogatszym państwie Europy Zachodniej, gdzie przeciętne wynagrodzenia pozostają wyższe. Zwłaszcza jeśli produkt pochodzi od tego samego producenta i obowiązuje go taka sama stawka VAT. | W takich sytuacjach argumenty o szybszym wzroście PKB i wynagrodzeń tracą na znaczeniu. Odbiór inflacji zależy bowiem nie tylko od realnych wskaźników ekonomicznych, lecz również od społecznego poczucia sprawiedliwości. Niewiele rzeczy wzmacnia to poczucie nierówności bardziej niż świadomość, że codzienny produkt jest tańszy w bogatszym kraju Europy Zachodniej, szczególnie jeśli sprzedaje go ta sama sieć handlowa. | To idealne warunki dla populistów wszelkiej maści, zwłaszcza tych, którzy przekonują, że źródłem tej niesprawiedliwości jest sama Unia Europejska. Inflacja staje się wtedy dodatkowym politycznym obciążeniem dla rządów, zwłaszcza gdy kolejne próby jej ograniczenia kończą się niepowodzeniem, a politycy zaczynają szukać winnych poza granicami własnego kraju. | Przez ostatnie cztery lata instytucje europejskie poświęcały temu problemowi niewiele uwagi, a jeszcze mniej skutecznie przekonywały obywateli, że próbują go rozwiązać. Wojna w Ukrainie i gwałtowny wzrost cen energii stały się uniwersalnym wyjaśnieniem inflacji i wszystkich jej konsekwencji. Nie ma wątpliwości, że były to główne źródła wzrostu cen. Większym błędem było jednak pomijanie pozostałych czynników. Mimo upływu kilku lat i licznych inicjatyw państw członkowskich Komisja Europejska wciąż nie wyjaśniła, dlaczego detaliczne sieci handlowe nie mogą swobodnie kupować produktów od dowolnych dostawców w UE, lecz są w praktyce uzależnione od krajowych dystrybutorów wskazywanych przez producentów, którzy często oferują wyższe ceny. | Często zapomina się również, że inflacja zarówno w strefie euro, jak i w całej Unii przekroczyła 5 proc. już pod koniec 2021 roku – jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę. W państwach bałtyckich osiągnęła wówczas poziom dwucyfrowy. Był to efekt odbudowy popytu i ożywienia gospodarczego po pandemii COVID-19. | Aby złagodzić skutki pandemii, Unia Europejska uruchomiła setki miliardów euro w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (Recovery and Resilience Facility). Tak ogromny zastrzyk pieniędzy musiał pobudzić inflację. Była to rozsądna cena, jeśli celem było wzmocnienie europejskich gospodarek i zwiększenie ich odporności. Problem polega na tym, że do dziś niewiele zrobiono, by rzetelnie ocenić długofalowe efekty tych wydatków – poza krótkoterminowym pobudzeniem popytu i wzrostem inflacji. | Tymczasem Europa weszła w kolejny kryzys energetyczny, nie odpowiadając na te pytania. Wojna na Bliskim Wschodzie i ponowny wzrost cen energii sprawiły, że inflacja w strefie euro ponownie zbliżyła się do 3 proc. Spowolnienie odnotowane w czerwcu może okazać się jedynie chwilowe – po załamaniu zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie cena ropy Brent ponownie przekroczyła 88 dolarów za baryłkę. W ciągu pierwszych dwóch tygodni lipca wzrosła o ponad 20 proc. | Rosły również ceny gazu ziemnego, osiągając niemal 60 euro za megawatogodzinę. To znacznie mniej niż rekordowe poziomy z 2022 roku, ale wciąż prawie dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Według platformy KYOS europejskie magazyny gazu są zapełnione jedynie w 53 proc. i wymagają dalszego uzupełniania przed nadchodzącą zimą. | Jednocześnie wojna w Ukrainie ponownie podniosła ceny pszenicy w Europie - od początku roku wzrosły one o 14 proc. Razem z drożejącą energią tworzy to sytuację przypominającą – choć w łagodniejszej formie – warunki z 2022 roku, kiedy inflacja w strefie euro wzrosła z 5 do ponad 10 proc. | Równocześnie europejskie rządy przygotowują się do nowej fali inwestycji w obronność, które również mogą zwiększyć presję inflacyjną. Samo w sobie nie musi to być zjawisko negatywne, jeśli inwestycje przyczynią się do rozwoju europejskiego przemysłu, zamiast finansować import. | Problem w tym, że informacje napływające w ostatnich tygodniach z europejskiego przemysłu – szczególnie z niemieckiej branży motoryzacyjnej – nie napawają optymizmem. Gospodarka Niemiec jest na tyle duża, że może wciągnąć całą Unię Europejską w okres stagnacji, zwłaszcza gdy ani Włochy, ani Francja nie notują wyraźnego wzrostu gospodarczego. | W takim scenariuszu Europie groziłoby znacznie trudniejsze wyzwanie niż sama inflacja – stagflacja, czyli połączenie wysokiej inflacji z długotrwałą stagnacją gospodarczą. | Jagoda Marić, Telegram.hr |
|
|
| §02 · LOKALNA PERSPEKTYWA |
|
| | Berlin · Niemcy · CORRECTIV | Ogrzewanie luksusem dla milionów Europejczyków | Kiedy myślimy o rosnących kosztach życia, zwykle przychodzą nam do głowy drożejąca żywność czy coraz wyższe koszty mieszkań. Tymczasem w całej Europie coraz trudniej stać ludzi na zaspokojenie jeszcze jednej podstawowej potrzeby – ogrzania własnego domu. | Dziennikarze CORRECTIV.Europe przeanalizowali dane Eurostatu dotyczące ubóstwa energetycznego i ustalili, że w 2023 roku ponad 47 milionów mieszkańców Unii Europejskiej, Szwajcarii i Norwegii nie było w stanie odpowiednio ogrzać swoich domów. To znaczący wzrost w porównaniu z 31 milionami osób w 2021 roku. Choć w 2024 roku sytuacja nieco się poprawiła, problem nadal dotyczył ponad 40 milionów ludzi – około 9 proc. mieszkańców Europy. | Za tymi liczbami kryją się historie takich osób jak Andrea – samotna matka z Niemiec, utrzymująca się z renty z tytułu niepełnosprawności. Aby ograniczyć rachunki za ogrzewanie, nosiła w domu kilka warstw ubrań, ograniczała korzystanie z ciepłej wody i nieustannie martwiła się o kolejne rachunki za energię. Podobnie jak wiele innych osób była zmuszona wybierać między ogrzaniem mieszkania a zakupem jedzenia. | Eksperci podkreślają, że ubóstwo energetyczne to znacznie więcej niż problem ekonomiczny. Życie w niedogrzanych domach zwiększa ryzyko chorób układu oddechowego i krążenia, problemów ze zdrowiem psychicznym oraz izolacji społecznej. Rosnące ceny energii, niskie dochody i słabo ocieplone budynki sprawiły, że możliwość odpowiedniego ogrzania domu staje się coraz większym wyzwaniem dla zdrowia publicznego. To także wyraźne przypomnienie, że kryzys kosztów życia nie sprowadza się do statystyk – dotyczy codzienności milionów ludzi. | Lilith Grull, CORRECTIV |
|
|
|
|
| | Ryga · Łotwa · TVNET | Na szybką poprawę nie ma co liczyć | Miniony rok był dla Łotwy trudny. Średnia inflacja w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wyniosła 3,4 proc., a najbardziej zdrożały mieszkania i usługi komunalne, transport oraz opieka zdrowotna. | Jedną z głównych przyczyn był – zgodnie z przewidywaniami – wzrost cen paliw wywołany działaniami zbrojnymi na Bliskim Wschodzie. Cena oleju napędowego na Łotwie wzrosła o niemal 19 proc., a benzyny o prawie 16 proc. Choć według oficjalnych statystyk niektóre towary potaniały, inflacja na Łotwie nadal jest o 0,6 punktu procentowego wyższa niż średnio w strefie euro. | Prognozy Banku Łotwy nie pozostawiają jednak wielu powodów do optymizmu. O ile w strefie euro inflacja ma stopniowo spadać, o tyle na Łotwie może najpierw wzrosnąć do niemal 4 proc., zanim ponownie obniży się do obecnego poziomu 3,4 proc. | Łotewskie władze dysponują kilkoma narzędziami, które mają pomóc złagodzić skutki tej sytuacji. Od 1 czerwca obowiązuje obniżona stawka VAT na chleb, mleko, drób i jaja, a w połowie czerwca parlament (Saeima) przedłużył obowiązywanie obniżonej stawki akcyzy na olej napędowy. | Od 2025 roku obowiązuje również memorandum zawarte z największymi sieciami handlowymi, które wprowadziło tzw. Koszyk Niskich Cen (Low-Price Basket). Zobowiązuje on sprzedawców do utrzymywania tańszych produktów w najważniejszych kategoriach żywności. W 2026 roku lista produktów objętych programem została rozszerzona. Podwyższono także próg uprawniający do otrzymywania dodatku mieszkaniowego oraz wysokość samego świadczenia. | Na świętowanie jest jednak zdecydowanie za wcześnie. Nawet te działania prawdopodobnie przyniosą jedynie częściowy i pośredni efekt, a łotewskie władze dysponują niewieloma skutecznymi narzędziami, by wpłynąć na główną przyczynę wysokiej inflacji – rosnące ceny paliw. Nawet jeśli na Bliskim Wschodzie uda się trwale zakończyć konflikt i ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz, pozytywne skutki dla gospodarki mogą być odczuwalne dopiero po wielu miesiącach, a być może nawet po kilku latach. | Andrejs Timofejevs,TVNET GRUPA |
|
|
|
|
| | Warszawa · Polska · OKO.press | Jagodzianki oszalały. Inflacja - niekoniecznie | „Ceny bułeczek szokują” – pisze „Dziennik Łódzki”. „25 zł za jagodziankę to już norma?” – zastanawia się „Dziennik Zachodni”. Z kolei branżowy portal DlaHandlu.pl donosi, że „jagodzianki biją rekordy cen”. | Lipiec to w Polsce czas na zajadanie się jagodzianką – słodką, drożdżową bułką, nadziewaną jagodami. I jednocześnie czas narzekania na drożyznę. Bo faktycznie jeszcze kilka lat temu cena tego smakołyku była znacznie niższa – dekadę temu nawet dwu-trzykrotnie niższa. | Czy to oznacza, że inflacja jest dziś w Polsce ważnym tematem medialnym i politycznym? Absolutnie nie. | Spora część artykułów na temat cen jagodzianek brzmi rytualnie. Co roku w wakacje chcemy, by było taniej, co roku czytamy też o „paragonach grozy” – gdy ktoś na wakacjach nad morzem zabierze rodzinę do zbyt drogiej smażalni ryb, podzieli się paragonem w sieci i niechcący stanie się atrakcją sieci na jeden dzień. | Ale zjawisko inflacji zniknęło z nagłówków gazet i portali. Ta od roku znajduje się w celu Narodowego Banku Polskiego. W czerwcu utrafiła w niego idealnie i wyniosła 2,5 proc. Czasem na chwilę pochylimy się nad cenami paliwa, ale przywykliśmy do tego, że zamiast 4-5 zł domyślnie za litr benzyny musimy płacić 6-7 zł. Zapomnieliśmy o 20-procentowej inflacji z czasów pandemii. Ta zafundowała nam skok cenowy, wyższy niż na zachodzie Europy. Ale w dłuższym okresie, w skali makro, na przestrzeni ostatniej dekady realne płace w Polsce wzrosły. Realny średni wzrost w 2025 roku to 5,5 proc. Problem nie leży w przeciętnych wskaźnikach gospodarczych (bo faktycznie przeciętnie jesteśmy coraz bogatsi), a w nierównościach i na dole rozkładu, wśród najuboższych. Poza uniwersalnym świadczeniem na dziecko dekadę temu zrobiono w tej sprawie bardzo niewiele. Ale nierówności to mało medialny temat, a najbiedniejsi nie wygrywają nikomu wyborów. Więc dla nich drożejące jagodzianki faktycznie są coraz mniej dostępne. I mało kto jest zainteresowany tym, by to naprawić. | Jakub Szymczak, OKO.press |
|
|
|
|
| | Wiedeń · Austria · Die Presse | Tańsze zakupy, ale inflacja niemal bez zmian | Od 1 lipca potaniały w Austrii podstawowe produkty spożywcze, takie jak jogurty, chleb czy sól. Rząd obniżył stawkę VAT na wybrane artykuły pierwszej potrzeby, jednak wpływ tej decyzji na ogólny poziom inflacji okazał się niewielki. | Austriacki rząd obniżył VAT na wybrane produkty spożywcze z 10 do 4,9 proc., aby złagodzić skutki utrzymującej się inflacji dla gospodarstw domowych. W czerwcu inflacja w Austrii wyniosła 3,2 proc., czyli więcej niż średnia dla strefy euro (2,8 proc.). Jeszcze przed wejściem zmian w życie ekonomiści i przedstawiciele handlu detalicznego krytykowali ten pomysł, wskazując, że przez długi czas nie było jasne, jak program będzie działał, a konsumenci i tak odczują jedynie symboliczne oszczędności. | Austriacki Bank Narodowy (OeNB) sprawdził, czy obniżka VAT rzeczywiście przełożyła się na ceny od początku lipca. Wnioski są jednoznaczne – w pierwszym tygodniu miesiąca ceny wielu objętych programem produktów wyraźnie spadły, a obniżka podatku została w dużej mierze przeniesiona na konsumentów. | Wpływ na inflację pozostaje jednak bardzo ograniczony. Jak wyjaśnia OeNB, produkty objęte niższą stawką VAT stanowią zaledwie około 2,9 proc. przeciętnych wydatków gospodarstw domowych. | W praktyce oznacza to, że oszczędności na pojedynczych produktach wynoszą zaledwie kilka eurocentów. Według Austriackiego Stowarzyszenia Handlu Detalicznego (Handelsverband) dostosowanie systemów sprzedaży kosztowało sprzedawców około 6 mln euro. Z kolei budżet państwa ma z tego powodu stracić około 200 mln euro w 2026 roku. | Według szacunków OeNB, nawet jeśli obniżki cen okażą się trwałe, w całym 2026 roku zmniejszą inflację mierzoną wskaźnikiem CPI najwyżej o 0,075 punktu procentowego. | Melanie Klug,„Die Presse” |
|
|
|
|
| | Zagrzeb · Chorwacja · Telegram.hr | Minister radzi: pieczcie chleb i bułki w domu | Żaden z ministrów nie trafił do aresztu. Jeśli spojrzeć na sprawę cynicznie, może to być jedyna dobra wiadomość z historii walki chorwackiego rządu z inflacją. Owszem, wzrost cen uderzył w Chorwację mocniej niż w jakikolwiek inny kraj strefy euro, ale przynajmniej żaden z czterech ministrów odpowiedzialnych za gospodarkę – i zarazem za walkę z inflacją – nie skończył w kajdankach. W przeciwieństwie do niektórych kolegów z innych resortów. | Poza tym trudno mówić o sukcesach. Wręcz przeciwnie – ostatnie lata to pasmo spektakularnych niepowodzeń w próbach opanowania narracji o nieustannie rosnących cenach. Jeśli nie dało się ich powstrzymać realnymi działaniami, próbowano przynajmniej przykryć problem działaniami wizerunkowymi. | Za każdym razem, gdy miesięczny wskaźnik inflacji choć trochę spadał – a takie momenty się zdarzały – rząd i partia rządząca ogłaszały sukces. Towarzyszyły temu gratulacje składane samym sobie przez najwyższych przedstawicieli władzy. Po jednym z takich spadków premier oświadczył: „To dowód, że rządowy pakiet działań i polityka ograniczania cen były słuszne”. Było to w 2023 roku. | Przez ostatnie pięć lat rząd apelował do sieci handlowych o społeczną odpowiedzialność. Straszył kontrolami i innymi środkami nadzoru. Uruchomił stronę internetową z danymi o cenach – wyglądającą jak baza danych z początku lat 80. – pełną błędów, które momentami ocierały się o absurd. W pewnym momencie cena jednego jogurtu miała wzrosnąć w ciągu miesiąca o 1392 proc., podczas gdy inne produkty były niemal rozdawane za darmo. Strona nie wzbudziła praktycznie żadnego zainteresowania obywateli. Kwestionowano nawet metodologię krajowego urzędu statystycznego dotyczącą liczenia inflacji. Obecny minister gospodarki posunął się natomiast do rady, by obywatele sami piekli w domu chleb i bułki. | Nic z tego nie przyniosło oczekiwanych efektów. Chorwacja niemal na stałe zadomowiła się w pierwszej trójce krajów strefy euro z najwyższą inflacją. Według danych Eurostatu średnia inflacja w strefie euro wyniosła w ubiegłym roku 2,1 proc., w całej Unii Europejskiej – 2,5 proc., a w Chorwacji aż 4,4 proc. | Jeśli zapytać rządzących, Chorwacja znakomicie poradziła sobie z ochroną obywateli przed wzrostem cen. Odpowiedzialność za inflację – ich zdaniem – ponoszą przede wszystkim wojna w Ukrainie i konflikt na Bliskim Wschodzie. Najwyraźniej jednak te wydarzenia nie wpływają na ceny w takim samym stopniu w pozostałych krajach Europy. | Niedawno rząd ogłosił kolejny sukces. Inflacja – jak podkreślano – spowolniła w czerwcu. | Do 4,5 proc. | Jasmin Klarić, Telegram.hr | |
|
|
|
|
| §03 · PODCAST | | Inflacja w strefie euro uparcie nie chce wyrównać | ”To, jak wojna wpłynie na inflację i wzrost gospodarczy w średnim okresie, będzie zależało od skali i czasu trwania szoku energetycznego oraz od jego pośrednich konsekwencji dla całej gospodarki. | Nie zobowiązujemy się z góry do żadnej określonej ścieżki stóp procentowych” | Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego | |
|
|
| W najnowszym odcinku podcastu LensEU próbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego życie staje się coraz droższe. Inflacja od lat daje się we znaki Europejczykom, a niewiele krajów odczuwa ją tak dotkliwie, jak Chorwacja, która od dawna znajduje się w czołówce państw strefy euro z najwyższą inflacją. Przyglądamy się trzem wydarzeniom, które najmocniej wpłynęły na wzrost cen w Europie: pandemii COVID-19, wojnie w Ukrainie oraz wojnie na Bliskim Wschodzie. | Analizujemy najnowsze decyzje Europejskiego Banku Centralnego dotyczące stóp procentowych, ale schodzimy też na poziom codziennych doświadczeń – zastanawiamy się, dlaczego pizza, kawa czy piwo kosztują dziś coraz więcej. | W Chorwacji opozycja zaczęła nawet mówić o „inflacji Plenkovicia”, nawiązując do premiera Andreja Plenkovicia. Wyjaśniamy, jak wzrost cen stał się jednym z najważniejszych tematów sporu politycznego w kraju. To opowieść o inflacji od początku do końca – od mechanizmów gospodarczych i decyzji politycznych po ich wpływ na codzienne życie Europejczyków. |
| | | | | | |
| | |
|